Błędy młodości, czyli jak odchudzałam się w liceum

Opublikowane przez w Dieta

Dzisiejszy post należy do kategorii luźnych, ale z morałem :) Jakiś czas temu, podczas gruntownych porządków, znalazłam różowy zeszycik. Okazało się, że w zamierzchłych latach liceum spisywałam w nim swoją, hmmm, dietę. Dietetyk nie może chyba wymarzyć sobie lepszego odkrycia :D Jakie błędy żywieniowe popełniałam w wieku 16-17 lat? Czemu chciałam schudnąć i dlaczego mi się to nie udawało? To wszystko przeczytacie poniżej :)

W liceum zawsze czułam się gruba. Myśląc o tym z perspektywy czasu, wydaje mi się że trochę przesadzałam. Moja waga oscylowała w okolicach 62-65 kg przy wzroście ok. 168 cm. Wtedy to był dla mnie dramat, a kilka lat później wymarzona wartość (kiedy mocno przytyłam na początku studiowania, ale dziś nie o tym :D za jakiś czas napiszę, czemu przytyłam, jak skutecznie schudłam i jak utrzymuję wagę). Raz na jakiś czas miałam zryw i postanawiałam coś ze sobą zrobić. Na szczęście, wszystko zapisywałam i teraz mogę Wam pokazać na żywym przykładzie, czego NIE robić.

Na początek przytoczę kilka wyrywkowych dni z mojej licealnej diety, żebyście mieli punkt odniesienia :D

Dzień 1 (brak podziału na poszczególne posiłki)

  • zupa (chyba krupnik)
  • obiad
  • 2 mandarynki
  • jabłko
  • kakao
  • 3 kanapki
  • 2 mandarynki
  • 7 ciastek
  • kakao

 

Dzień 2

  • Śniadanie
    • 25 g musli + jogurt light + kromka chleba orkiszowego
  • II Śniadanie
    • 2 kromki chleba orkiszowego przełożone plastrem sera żółtego
  • Obiad
    • porcja zupy kalafiorowej
    • kotlet schabowy + ziemniaki + ogórek kiszony
  • Kolacja
    • jabłko, banan
    • porcja sałatki jarzynowej z majonezem

 

Dzień 3

  • Śniadanie
    • 125 g jogurtu 2,3% tł. + 25 g musli + kromka chleba chrupkiego
  • II śniadanie
    • 2 kromki chleba orkiszowego przełożone serem pleśniowym
  • Obiad
    • zupa
    • wafelek toffi
    • 5 pyz z mięsem
    • banan
  • Kolacja
    • jogurt 2,3% tł
    • kromka chleba Omega
    • wafelek toffi
    • banan

Kiedyś dziwiłam się, dlaczego nie mogę wytrwać na diecie, ciągle podjadam i czemu zawsze jest efekt jojo. Teraz już to wiem. Powodów jest naprawdę sporo.

Dużo cukrów prostych, wysoki indeks glikemiczny

Słodkie płatki, smakowe jogurty, dużo owoców, chleba i dań mącznych. To nie może się dobrze skończyć. Kiedy główne posiłki obfitują w cukier i oczyszczone zboża, pokusa sięgania po słodycze i inne niezdrowe przekąski rośnie i rośnie… Nie dziwię się szesnastoletniej sobie, że tak trudno było mi wytrwać na diecie, skoro mój poziom glukozy we krwi ciągle skakał i gwałtownie opadał, a pod ręką były ciastka, cukierki i czekolady.

Za małe posiłki rano, za duże wieczorem

Garstka musli i pół szklanki mleka. Chocapiki i jogurt light. W szkole do jedzenia prawie nic (nieraz jabłko albo sok Kubuś). Trudno się tym najeść. Po powrocie do domu byłam tak głodna, że już między zupą a drugim daniem zdarzało mi się podjadać słodycze, a wieczorami zupełnie nie mogłam się powstrzymać. Teraz tego nie ogarniam, ale po kolacji odwiedzałam kuchnię jeszcze nieraz, biorąc z niej choćby kromkę chleba.

Produkty bez cukru, produkty „light”

Typowe wybory nieświadomej nastolatki na diecie. Myślałam, że wafelki słodzone fruktozą są dietetyczne, zdrowe, super i od nich się nie tyje. Hehe. Byłam wielką fanką Jogobelli light, zwłaszcza ananasowej. Ta z kolei nie ma tłuszczu, ale jest zabójczo słodka. Za te wybory można winić tylko mój ówczesny brak wiedzy. Kochałam słodycze i owocowe jogurty, więc znalazłam sposoby na jedzenie ich bez wyrzutów sumienia ;)

Rażący brak warzyw

Kochałam owoce. Wiadomo, są słodkie :D Niestety, z warzywami nie byłam tak zaprzyjaźniona. Ze zdziwieniem przypomniałam sobie, że jadałam kanapki bez warzyw. Kurczę, nie wiem czy to studia tak mnie spaczyły, ale teraz nie wyobrażam sobie zjeść kanapki choćby bez kilku plasterków ogórka albo pomidora :o Nic dziwnego, że szkolne drugie śniadanie nie było dla mnie zbyt atrakcyjne, skoro składało się z dwóch kromek chleba przełożonych tylko plasterkiem sera. O braku sałatek nawet nie wspominam. Na szczęście prawie zawsze była surówka do obiadu :)

Beznadziejne kolacje

Kromka suchego chleba + słodki jogurt + banan + jabłko. Koszmar. Taki posiłek rzadko kiedy jest dobrym pomysłem, ale zjedzenie go na kolację zakrawa o przestępstwo :p Nie dość, że sam w sobie wnosi do diety mnóstwo cukrów prostych, to jeszcze nakręca spiralę chęci na słodycze. Najgorzej.

Powtarzalność

Wychodzi na to, że ciągle jadłam to samo w tej samej postaci. W moich zapisach często powtarzają się zwroty: „jak wczoraj”, „jak 5 marca”, „jak zwykle”, „j.w.”. Kto czyta mój blog, ten wie, że różnorodność to sekret udanej diety :)

Zwracanie uwagi tylko na kalorie, zaniżanie wartości kalorycznej

Próbowałam liczyć kalorie :D Niestety, nie znałam masy wielu produktów, a ocenianie jej na oko jest dla laika nie lada wyzwaniem. Mimo to nie poddawałam się i często wychodziło tak, że zjadłam dużo, ale kalorii było mało. Np. oceniałam kawałek tortu na 250 kcal ;) Wartość energetyczna była dla mnie najważniejsza, skład diety właściwie się nie liczył. Jeśli zupka chińska mieściła się w bilansie, było ok.

Niekompletne spisywanie jadłospisów

To szczegół, wtedy w sumie nieważny, bo nikt nie oceniał mojej diety, ale teraz mnie to boli ;) Kiedy widzę notatki typu „zupa”, „obiad”, „kanapka”, to otwiera mi się nóż w kieszeni :p

Zupełny brak wiedzy o zdrowym odżywianiu

Dobrze, może wiedziałam, że trzeba jeść ciemny chleb i sięgać po 5 posiłków dziennie. Ale niestety, choć zawsze interesowałam się tematyką żywienia, to zdobycie rzetelnej wiedzy w tym zakresie w moich nastoletnich czasach graniczyło z cudem. Teraz widzę, że w szkołach naprawdę brakuje porządnej edukacji w zakresie kształtowania dobrych nawyków żywieniowych. Nie każdy pójdzie na dietetykę i dowie się tam, jak porzucić drogę złego odżywiania, często przecież nie do końca świadomego (np. słodkie musli z owocowym jogurtem wielu osobom wydaje się zdrowym posiłkiem).

W sumie to mogę się tylko cieszyć, że szybko porzucałam diety. Może dzięki temu nie nabawiłam się poważnych niedoborów pokarmowych. Za jakiś czas postaram się opublikować na blogu mocno przykładowy dzień (lub dwa) diety dla nastolatki wraz z zaleceniami, żeby pokazać, jaki mniej więcej schemat powinien obowiązywać w jej odżywianiu. A tymczasem, uczcie się na moich dawnych błędach i ich nie popełniajcie :D

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail