Women’s Health czy Be Active?

Opublikowane przez w Blog

W kioskach możemy znaleźć coraz więcej magazynów poświęconych tematyce zdrowia, diety, fitnessu, prawidłowego stylu życia… Niestety, wśród nich trudno o takie, które w stu procentach nadadzą się dla amatorów i nie będą propagować niebezpiecznych bzdur. Dzisiaj skupię się na dwóch pismach – Women’s Health i Be Active. Jedno z nich lubię, a jedno mnie… irytuje ;)

Zarówno WH, jak i BA nie wnoszą zbyt wiele do mojej wiedzy dietetyka. Kupuję takie gazety głównie po to, żeby zobaczyć, w jakim kierunku idzie popularna wiedza na temat żywienia – dobrze wiedzieć, jakich „nowinek” można się spodziewać od potencjalnych pacjentów ;) Lekturę czasopism traktuję jako relaks i odskocznię od codziennych zajęć. Fajnie, jak mogę się czymś zainspirować – wypróbować ciekawy przepis czy zmotywować się w końcu do porządniejszego treningu. Zwracam uwagę na język, jakim pisane są artykuły. W takiej „kioskowej” prasie nie oczekuję naukowych sformułowań, luźna forma jest nawet wskazana. Jednak ze wszystkim można przesadzić. Pseudo-luzackie teksty na każdej stronie lekko mnie załamują i skutecznie zniechęcają do ponownego sięgnięcia po dany tytuł.

Women’s Health funkcjonuje na naszym rynku już od dłuższego czasu, Be Active to stosunkowa nowość. I choć nie jestem fanką Ewy Chodakowskiej, kupiłam kilka numerów jej pisma z czystej ciekawości. Po przeczytaniu pierwszego myślałam, że może się jeszcze rozkręci. Drugi kupiłam ze względu na prezent – miesięczny karnet na siłownię i fitness. Trzeci wpadł w moje ręce na dworcu, przed bardzo długą podróżą. Czwartego nie kupiłam. Przejrzałam go w kiosku i zwyczajnie stwierdziłam, że to nie ma sensu. Zamiast niego sprawiłam sobie mąkę gryczaną :D Dlaczego?

Irytuje mnie język Be Active, nie interesują mnie poruszane tematy (typu „zagłaskać wstyd”, to autentyk, zrobił furorę w przedziale), nie czuję się w żaden sposób zainspirowana. Przepisy w większości opierają się na dziwnych, trudno dostępnych produktach i są czasochłonne (a może po prostu brakuje im polotu? w każdym razie, nie mam ochoty ich próbować). Myślałam, że może czołowa trenerka Polek zmotywuje mnie do większej dawki ruchu, bo tytuły artykułów brzmią obiecująco. Niestety, ich treść nie różni się niczym od pseudo-motywujących tekstów, których powstało już mnóstwo i chyba każdy je już czytał. Ogólnie, w Be Active nie ma jakiś rażących przekłamań czy merytorycznych błędów. Po prostu, forma magazynu jakoś do mnie nie trafia.

A co z Women’s Health? Hmm, ten tytuł darzę dużo większą sympatią. Oczywiście, tu także zdarzają się artykuły, których nie da określić się inaczej, niż po prostu głupie, jednak to problem pojawiający się raczej sporadycznie (na pewno nie w każdym numerze). Podoba mi się podejście do czytelniczek – są traktowane jak zwyczajni ludzie ze słabościami, którzy starają się żyć zdrowo, a nie jak idealne w każdym calu robociki ;) Autorzy pisma nie budują poczucia winy z powodu wieczornego wyjścia z koleżankami albo awaryjnej wizyty w fast foodzie. Przeciwnie – podpowiadają, jak to robić, żeby zdrowie i figura nadmiernie na tym nie ucierpiały. Chociaż rzadko dowiaduję się czegoś nowego z WH, to jednak zdarza im się mnie zaskoczyć :) Dzięki niektórym tekstom mogę usystematyzować to, co już wiem i spojrzeć na to od strony osoby nie zajmującej się na co dzień żywieniem. Nieraz powracałam do publikowanych w magazynie przepisów. Nie mam zastrzeżeń co do strony językowej artykułów (na pewno jest lepiej niż w Men’s Health – kupiłam kiedyś wydanie specjalne męskiej wersji z myślą o diecie mojego narzeczonego, ale kiedy to czytałam… dosłownie puchł mi mózg :p). Women’s Health to przyjemna lektura do popołudniowej kawy albo na nużącą podróż komunikacją miejską. Relaksuje, nie denerwuje i chyba o to chodzi. Nic więcej nie oczekiwałam :)

Po inne magazyny raczej nie sięgam. Kiedyś byłam fanką Shape’a, ale albo on się popsuł, albo ja dorosłam ;) Raz kupiłam Samo Zdrowie, lecz ilość błędów merytorycznych dosłownie mnie dobiła i skutecznie zraziła do tego tytułu.

Dajcie znać, jakie jest Wasze zdanie na temat pism o zdrowym stylu życia. Wolicie WH czy BA? A może polecacie coś jeszcze innego? ;)

Facebooktwittergoogle_plusredditpinterestlinkedinmail